Jeśli to co robię może pomóc choć jednej osobie, to znaczy, że warto. Nawet jeśli tą osobą mam być ja:-)

Dostałam pytania o to, jak zaczęłam swoją podróż do równowagi, co się wydarzyło w moim życiu, co spowodowało lawinę zmian i od czego je zaczęłam.

Sama podróż rozpoczęła się wiele lat temu, ale wtedy nie byłam świadoma, że w niej jestem. A takie świadome zmiany rozpoczęły się na początku 2019 roku. I niestety u mnie te zmiany zapoczątkowała choroba, mój organizm, który dawał mi sygnały wielokrotnie – a ja je lekceważyłam, nie widziałam, nie chciałam widzieć – w końcu powiedział DOŚĆ. 

W Wielki Piętek 2019 roku przygotowywałam różne „zdrowe” potrawy na Wielkanoc, aby zabrać je ze sobą na święta do siostry. Wtedy jeszcze jadłam wszystko, mięso, nabiał, gluten itd. Ale jakoś tak postanowiłyśmy z siostrą, że święta będą delikatne, tzn.będą potrawy tradycyjne i trochę wegańskich. Zakończyłam pieczenie pasztetu z soczewicy i czegoś jeszcze ( juz nie pamiętam co tam przygotowywałam ) i położyłam się spać. Zamiast jednak zasnąć zaczęłam się cała trząść, było mi na przemian gorąco i zimno, drętwiało mi ciało, było mi niedobrze i nie byłam w stanie nic zrobić. Nie mogłam wstać. Leżałam tak i zastanawiałam się czy to udar. Serce biło bardzo mocno i nierówno, byłam zimna, ale czułam, że jest mi gorąco. W końcu zadzwoniłam po pogotowie.

I tak zaczęła się diagnostyka i poszukiwanie przyczyn tego stanu. Przez kolejne tygodnie czułam się bardzo źle, powtarzały się te ataki, ilości wizyt u różnych lekarzy nawet nie zliczę. Tutaj dodam, że wtedy byłam już dawno po operacji usunięcia tarczycy z powodu choroby Gravesa-Basedova i miałam zdiagnozowaną kolejna chorobę autoimmunologiczną i podejrzenia różnych następnych. Sama siebie próbowałam unicestwić. Super, prawda?

Niestety, sytuacja się nie poprawiała. Moja siostra zaproponowała mi wizytę u lekarza medycyny chińskiej, u którego leczy się wraz z mężem. Takie rozwiązania były mi zawsze obce, nawet szydziłam z tego typu metod. Byłam szczerze oddana medycynie klasycznej, typowe mędrca szkiełko i oko. Ale w tej desperacji zgodziłam się pojechać.

Pani doktor nie poświęciła mi zbyt wiele uwagi. Wysłuchała, ale tak jakoś bez większego zainteresowania. Kazała pokazać język, potrzymała rękę na pulsie, zapytała o sprawy fizjologiczne. I tyle. Byłam zaskoczona, no bo jak to? Tak szybko, tylko tyle? Diagnoza była równie szybka, a zalecenia krótkie i konkretne. Czyli tak: naprawić jelita, a więc dieta: odstawić mięso, nabiał krowi, kawę, czarną herbatę, gluten, cukier, żadnego przetworzonego jedzenia. Wprowadzić zioła, więcej warzyw ( napisała jakie ). I tyle w sumie, a jeszcze suplementy różne.

Ponieważ moje samopoczucie było fatalne, czułam się mniej więcej tak jak wtedy w Wielki Piątek, wdrożyłam zmiany natychmiast.

I taki był początek, co nie znaczy, że od razu zaczęłam się dobrze czuć, o nie. Dalej były pobyty w szpitalu, strach, lęk i poszukiwanie jeszcze czegoś, co mogłoby mi pomóc, uspokoić, ponieważ jak się okazało miałam przy tym wszystkim także napady paniki. 

Wtedy, to był chyba już czerwiec (cały czas nie pracowałam, ponieważ nie byłam w stanie), moja siostra powiedziała, żebym zajrzała na stronę Agnieszki Maciąg, ponieważ są tam różne przepisy na zdrowe potrawy. Zajrzałam. Następnie kupiłam jedną książkę Agnieszki. Przeczytałam. Później kolejną. I kolejną. W tym czasie poszukiwałam także miejsca, gdzie mogłabym praktykować jogę, trafiłam do kilku, ale żadne z tych miejsc nie było dla mnie. Potrzebowałam jogi wyciszającej, z medytacją, ale kompletnie się na jodze nie znałam. Joga to nie były moje klimaty, jazda konna, tenis – to były moje żywioły. W jednej z książek Agnieszki przeczytałam o jodze Kundalini i pomyślałam, że to może być właśnie dla mnie. Zaczęłam szukać w internecie, gdzie by tu w Warszawie namierzyć taką jogę? Ale nie znalazłam. Joga Kundalini to coś jak tajne komplety:-):-)

Ale z pomocą przyszła koleżanka, która powiedziała, że jej siostra chodzi na jakąś jogę i chyba jest fajna, przynajmniej siostrze pomaga ta joga w życiu. I tak poznałam Dankę oraz jogę Kundalini. 

Jednocześnie trafiłam do dietetyk dr Hani Stolińskiej, która jeszcze bardziej uporządkowała moją dietę, a ja trzymałam się i trzymam wszystkich zasad bardzo restrykcyjnie. Hanię usłyszałam w radio Tok Fm, po prostu była tam gościem i opowiadała jak leczy dietą pacjentów z chorobami autoimmunologicznymi. Odnalazłam Hanię na Instagramie, a dalej to juz poszło gładko:-)

Czytając książki Agnieszki z kolei oczywiście zaglądałam także na blog i odkryłam, że są organizowane warsztaty wyjazdowe, które prowadzi właśnie Agnieszka, jest tam także joga Kundalini. Agnieszka tak pięknie opisała w swoich książkach przemianę jaką przeszła oraz to, jak bardzo dużą rolę odegrała w jej życiu joga Kundalini, że czułam, po prostu wiedziałam, że chcę być na tych warsztatach. Mimo, że ciągle nie czułam się dobrze, mimo, że nie było już miejsc, wiedziałam, że dam radę pojechać. I tak się stało:-)

Na warsztatach było mnóstwo osób takich jak ja, Kobiet, które poszukiwały drogi dla siebie, którym życie przewróciło się do góry nogami, które dostały czerwone światło i chciały sobie pomóc. To niesamowite, jak ogromną siłę ma Agnieszka, jak wielu osobom pomogła, jak jej szczerość, podzielenie się z nami drogą którą przeszła, wpływa na przemiany w życiu tak wielu Kobiet!!!

I tak to właśnie było…Do pracy wróciłam po 5-ciu miesiącach, po takim czasie byłam gotowa, aby powrócić do obowiązków zawodowych. Przez te 5 miesięcy wykonałam ogromną pracę i włożyłam wiele wysiłku, aby poczuć się dobrze. Poza dietą, z którą jestem do dziś i nie wyobrażam sobie powrotu do poprzedniej, poza jogą i medytacją, które są dla mnie jak podstawowa, codzienna higiena, wdrożyłam jeszcze wiele elementów, które wpływają pozytywnie na mój dobrostan, m.in. korzystałam z zabiegów refleksologii, masaży relaksacyjnych. Jestem bliżej natury, dbam o siebie w zupełnie inny sposób niż kiedyś, między innymi pilnując długości i jakości snu. Po prostu myślę o sobie holistycznie:-)

Trochę piszę o tym w „7 krokach do równowagi”, to takie zupełnie podstawowe zmiany, dzięki którym możemy poczuć się lepiej. Podstawowe, a jednak nie potrafiłam ich wprowadzić w swoje życie tak po prostu, potrzebny był impuls. Dziś jestem wdzięczna za wszystko co się wydarzyło i wdzięczna sobie za to, że potrafiłam odpowiednio wykorzystać ten czas:-)