Jest taki temat, który mnie dręczy, nurtuje i którego nie rozumiem. Im jestem starsza, tym bardziej się nad nim zastanawiam, a odkąd mam nastolatkę w domu to temat wręcz mnie nie opuszcza.

Dlaczego faceci mają tak, że się wspierają, a Kobiety wręcz przeciwnie? 

Dosyć długo dojrzewałam, nie mam na myśli okresu nastoletniego, ale większość mojego dorosłego życia. W zasadzie mogę powiedzieć, że ten proces cały czas trwa, no może teraz nazwałabym go już nie dojrzewaniem, ale rozwojem. Tak, rozwój, ale ten wiecie, taki wewnętrzny, mnie, jako człowieka, Kobiety, Matki, związany z rozumieniem siebie, swoich decyzji, akceptacją. Lepiej późno niż później 🙂

Obserwuję od dłuższego czasu, tak zupełnie z premedytacją i ciekawością zachowania Kobiet i mężczyzn, zarówno w środowisku zawodowym jak i prywatnym i cofam się też pamięcią do czasów wczesnej młodości i powiedzmy okresu, gdy jeszcze dojrzewałam, a nie byłam w procesie rozwoju. I zauważam okropną prawidłowość: Kobiety potrafią być dla siebie okrutne! Doświadczyłam tego na własnej skórze, mój mąż (były) rozwiódł się z pierwszą żoną, przez co zostałam lafiryndą – to jedno z najlżejszych określeń – złodziejką mężów etc. Pierwsza żona w życiu nie powiedziała mi dzień dobry, o podaniu ręki nie wspominając. Tymczasem, gdy mój pierwszy mąż przychodził do mojego domu po syna, bez problemu witał się normalnie z moim ówczesnym mężem. O co tu chodzi? Idąc dalej, obecna żona mojego pierwszego męża też zachowuje wobec mnie totalny dystans, w zasadzie nie mamy juz obecnie możliwości aby się spotkać ( chyba, że przypadkowo ), ale wcześniej zdecydowanie unikała wszelkich interakcji nawet na spotkaniach rodzinnych takich jak komunia. No tego to już kompletnie nie rozumiem. Nie, żebym pragnęła kontaktów czy spotkań, zupełnie nie o to chodzi, tak sobie myślę i piszę (siedząc, po porannej jodze, a jeszcze przed pracą ).

No to idę dalej. Moja koleżanka, pozostawiona przez męża, skierowała całą złość, nienawiść, obelgi w kierunku Kobiety, z którą tenże mąż się związał. Minęło 10 lat, koleżankę dalej ta złość trzyma, przy czym nie znalazła powiązania między odejściem męża, a tym, że przez prawie całe małżeństwo zajmowała nie swoją chorą Mamą. Nie oceniam, choroba w rodzinie to bardzo trudna sytuacja. Mnie zastanawia wyłącznie aspekt stosunku Kobiety do Kobiety w różnych sytuacjach życiowych.

Moja siostra ma znajomą, której córka była w przemocowym związku, konkretnie partner po prostu stosował przemoc fizyczną wobec tej córki. Rzecz się dzieje w środowisku medycznym – lekarze. O zgrozo, matka obwiniała córkę za zachowania jej partnera, tłumacząc go, że ma prawo tak się zachowywać, ponieważ pewnie jej własna córka go prowokuje. To już naprawdę hardcore, ale takich sytuacji, mam na myśli krytykę i obwinianie Kobiet, a jednocześnie tłumaczenie mężczyzn jest bardzo dużo. 

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu nie miałyśmy praw wyborczych, nie mogłyśmy pracować i w zasadzie byłyśmy całkowicie uzależnione od mężczyzn. Coś takiego jak Kobieta – singielka w ogóle nie funkcjonowało, nie istniało, Kobieta musiała mieć męża, a jeśli nie miała to zostawała starą panną, następnie starą samotną ciotką, postrzeganą jako dziwaczkę.

Dzisiejsze czasy też nas nie oszczędzają, nas, Kobiet, chociaż właściwie będę wypowiadać się w moim własnym imieniu, wszak różnimy się – i dobrze! – w poglądach i mamy do tego pełne prawo, oczywiście tak długo, jak nie narzucamy innym naszych poglądów. Zatem ja osobiście czuję, że w naszym kraju prawa Kobiet są w pewnych aspektach ograniczane, w niektórych nierespektowane, a w niektórych odbierane. Wewnątrz mnie jest bunt wobec takich hm…nadużyć i wyrażam to jasno. Wydaje się to być nieprawdopodobne, że po setkach lat bycia w cieniu mężczyzn i zaledwie kilkudziecięciu takich, gdzie nasze prawa udało się w wielu dziedzinach zrównać, wciąż jeszcze musimy udowadniać, że należy nam się jednakowe traktowanie i, że wolno nam dokładnie tyle i to samo co mężczyznom. Że nasze życie zależy od nas, i należy do nas, możemy robić co chcemy, same decydować, same żyć, być w związku z kim chcemy, albo nie być w żadnym i nie musimy się z niczego nikomu tłumaczyć. I z wielkim bólem i smutkiem obserwuję, że nie tylko Kobiety mojego pokolenia, starsze czy ciut młodsze same sobie te prawa odbierają, odbierają je innym Kobietom – swoim córkom, koleżankom, przyjaciółkom – poprzez krytykę, pretensje i usprawiedliwianie zachowań mężczyzn. 

To się niestety dzieje także na poziomie nastolatek. Czyli dzisiejsze nastolatki w wielu domach są wychowywane na grzeczne, posłuszne dziewczynki, zawsze wszystkiemu winne, które nie mogą żyć po swojemu, wyrażać siebie i być autonomiczne pod każdym względem. Już nastolatki przejawiają dokładnie takie same zachowania jak dorosłe Kobiety między innymi w aspekcie rozpadu związku, czy może nazwijmy to relacji miedzy Kobietą i mężczyzną, między dwojgiem nastolatków. To nie na chłopaka spada hejt – choć dlaczego w ogóle jakikolwiek miałby??? – za rozstanie z dziewczyną. Nie. Hejt spada na nową dziewczynę. Że lafirynda. Że tak się nie robi. Że świństwo. Że jak można. 

A gdzie jest napisane jak można i trzeba? A jak jest dobrze żeby zadowolić każdego? A dlaczego w ogóle mamy kogokolwiek zadowalać? Dlaczego mamy się przejmować co powiedzą inni, jak nas ocenią, co pomyślą? Niech myślą i mówią co chcą, nie mamy na to wpływu, nie mają także prawa nas oceniać, ale niestety bardzo często to robią. I to właśnie Kobiety. Mężczyźni w ogóle nie zawracają sobie głowy takimi kwestiami, nie rozdrapują ran, nie szukają winnych do ukamienowania. Kobiety potrafią natomiast zatruć, a nawet zniszczyć życie innej Kobiecie, która po prostu chce żyć po swojemu. 

Jak poradzić sobie z takim bejtem? Trudno jest dorosłej Kobiecie, która przynajmniej teoretycznie powinna, a na pewno może mieć do tego narzędzia, ale nastolatka? Jeśli trafi na Matkę, siostrę, babcię, które ją poprowadzą, to wielkie szczęście, ale co jeśli nie? To samo w zasadzie dotyczy Kobiety czy nastolatki „porzuconej”. Jeny, nie lubię tego słowa, tak naprawdę same siebie Kobiety traktują jako „porzucone”. A przecież tak nie jest. To, że nastąpiło rozstanie to przecież ogromna szansa na nowe! Na nowe życie, nowe związki, nowe sytuacje, na rozwój! Z każdego takiego rozstania możemy wyciągnąć wnioski dla siebie, dowiedzieć się więcej o sobie i o innych, przemyśleć co takiego się wydarzyło, że doszło do rozstania, co mogę zmienić, czego chcę, a czego nie chcę w moim życiu. Bez tego rozstania to nie byłoby prawdopodobnie możliwe. 

Każdy ma do odrobienia swoje lekcje. Zawsze patrzmy na siebie, nie szukajmy winnych, ani nie obwiniajmy siebie, wybaczmy innym – bo jeśli nie, to i tak tym hejtem, nienawiścią, złością, uderzamy sami w siebie – i wreszcie wybaczmy sobie, dlatego, że mamy prawo popełniać błędy i nie być perfekcyjne.

Kobiety, jeśli z jakiegoś powodu Wasz związek się rozpadł, nie istnieje, to nie szukajcie winnych. Spójrzcie na tę sytuację jak na szansę, szansę dla siebie na poznanie siebie, na wyciągnięcie wniosków, na rozwój. Rozmówcie się z osobą, z którą się rozstałyście, jeśli macie jakiekolwiek pretensje – to ta osoba właśnie jest adresatem takiej rozmowy, rozstanie nastąpiło z tą właśnie osobą, nie z jej nową partnerką. Nie ma znaczenia, jaka to partnerka, może nią być ktokolwiek, może to być też partner, a może osoba, z którą byłyście w związku zwyczajnie chce być sama? No i przede wszystkim rozmówcie się same ze sobą…to może być najtrudniejsze…ale zawsze można sięgnąć po fachową pomoc:-)

W ciągu ostatnich kilku lat biorę udział w różnych warsztatach i spotkaniach w kręgach Kobiet i to niesamowite, jak wiele z nas zaczyna myśleć i patrzeć inaczej, zaczyna szukać odpowiedzi, informacji, rozwija się i bierze sprawy w swoje ręce. Bo to nie ktoś nam coś zrobił. My mamy wpływ na nasze życie, tylko my możemy decydować o swoim życiu i wszystko co się w nim dzieje zależy od nas. Od nas zależy jak patrzymy na sytuacje, z którymi się spotykamy, na ludzi, których poznajemy i z którymi przebywamy, od nas zależy jak traktujemy siebie i swoje zdrowie. Mężczyźni zdecydowanie rzadziej  decydują się na tego typu rozwój, choć to też już się na szczęście zmienia i mężczyzna przestaje być tym, który nigdy nie płacze.

Życzę nam Kobietom, nastolatkom i sobie samej poczucia sprawczości w życiu i brania sprawy w swoje ręce. Bądźmy dla siebie życzliwe bez względu na wszystko, ponieważ jeśli na każdą sytuację – a te rozważania dotyczą rozstań – spojrzymy z poziomu: co ona mi daje, czego mnie uczy, co mogę zrobić dla siebie, zamiast z poziomu: ona temu winna, będzie lepiej przede wszystkim nam samym. Obiecuję Wam to:-)