Prawie zupełnie spontanicznie pojechałam w góry i właśnie tutaj jestem:-) Taki wyjazd chodził za mną od jakiegoś już czasu, ale ciągle coś wypadało, albo po prostu zwyczajne szkoda było mi wydawać pieniądze. Nie jestem typem podróżnika, nie potrzebuję wyjazdów i wypraw aby żyć. Pod tym względem pandemia i wszystkie lockdowny nie robią na mnie wrażenia. Jedyne czego potrzebowałam to oddychania, pełną piersią, naturalnie i w naturze. Uwielbiam jazdę na nartach, kiedyś każdego roku jeździłam w zimie na tygodniowy wyjazd narciarski, ale przyszły cięższe czasy i nie było mnie na to stać.

Dlatego bardzo doceniam fakt, że teraz mogę sobie na taki wyjazd pozwolić i dzisiaj, gdy jeździłam na Kasprowym to tak sobie myślałam, jaką długą drogę przeszłam, ile dokonałam i, że jestem z siebie bardzo dumna i ogromnie za to wdzięczna. Taka jazda na nartach to prawie medytacja, a na pewno jakiś rodzaj medytacji. Góry, cisza, wiatr, słońce i właściwie człowiek jest sam tak naprawdę. Jakoś mnie uspokoiło to jeżdżenie, na wyciągu oddychałam pełną piersią, długi wdech i wydech, a później zjazd w dół, w moim tempie, w moim stylu, tak jak potrafię.

Należę do osób, które nie lubią narzekania. Że za zimno, za ciepło, za dużo ludzi, za mało ludzi, bez maseczek, w maseczkach, kolejki do wyciągów, mało tras, źle przygotowane trasy itd. I tak przyglądając się temu co się dzieje teraz w Zakopanem, to mam wrażenie, że lockdown i pandemia wychodzą Zakopanemu i turystom na dobre. Wiem, wiem, że są straty, że ludzie nie mają pracy, stracili możliwość zarabiana pieniędzy, czasami całe rodziny. Zawsze podkreślam, że jest to bardzo przykre, niesprawiedliwe i nie wiem jak sprawić, aby nikt nie ucierpiał. Chciałabym, aby każdy miał wszystko, czego potrzebuje. Teraz jednak analizuję to sobie od innej strony i widzę, że:

  • jest zdecydowanie mniej ludzi, dzięki czemu drogi są przejezdne i pieszy spokojnie też przejdzie bez paniki, że zostanie rozjechany
  • można normalnie zaparkować – wszędzie, dosłownie wszędzie!!!
  • zdobycie biletu na kolej na Kasprowy stało się bezproblemowe i każdy turysta przebywający w okolicach Zakopanego może wjechać koleją na szczyt – a tak nie było
  • ludzie są mili, uprzejmi, pomocni, zależy im, mam na myśli całe zaplecze turystyczne – nie jesteśmy dopustem bożym, tylko miło widzianym gościem
  • przepustowość wyciągów jest odpowiednia na taką liczbę narciarzy
  • okazuje się, że można zabrać ze sobą kanapki czy inne smakołyki, zamiast oblegać karczmy, restauracje i bary – będzie na pewno zdrowiej.

Takie mam przemyślenia:-) Zawsze lubiłam Zakopane, gdy byłam nastolatką jeździłam z Siostrą, która zabierała mnie na wędrówki z plecakiem i nocowanki w schroniskach. Dzięki mojej Siostrze mam przeczesane wiele szlaków, za co jestem Jej ogromnie wdzięczna, tym bardziej, że nie byłam sympatyczną nastolatką:-) Dla mnie Zakopane, Kościelisko mają swój klimat i teraz on niesamowicie odżył, dzięki nomen omen pandemii! Cóż za paradoks! Wiadomo, zawsze znajdą się tacy, którzy będą szukać dziury w całym, ale w sumie to nie wiem dlaczego przyjeżdżają do Zakopanego??? Przecież wiadomo jak tu jest i albo akceptujemy i nie narzekamy, albo nie przyjeżdżajmy! Gdyby narzekacze stosowali się do tej zasady, to ci, którzy nie narzekają mieli by od razu lepiej! Byłoby mniej ludzi i obecny efekt zostałby osiągnięty bez pandemii!

Nie wiem jak to jest, ale jest tak, że właśnie teraz w tym roku, gdy jest lockdown, pogoda i warunki narciarskie, a także wędrówkowe i widokowe są fantastyczne! A ileż to było lat, kiedy nie być w ogóle śniegu ( i wtedy narzekacze narzekali :-))! A teraz proszę, połowa marca, końcówka w zasadzie, śnieg sypie co noc, w dzień też troszkę, zima jak ta lala!

Pandemia w pewnym sensie zostanie z nami na zawsze, być może wiele zasad i obostrzeń nie zostanie zniesionych, a może zostaną wprowadzone inne, nowe? Nie wiadomo… Lepiej chyba jednak po prostu przyjąć ten stan, zaakceptować i wykorzystać najlepiej dla siebie na tyle na ile się da. Nie czekać i nie mówić: kiedy to się skończy? Nie mamy na to zbyt dużego wpływu, ale na siebie samych już tak:-) 

Mam taką myśl, że podróżowanie – małe i duże – będzie w przyszłości ograniczone, podobnie jak teraz w pandemii. Wyjazdy, szczególnie zagraniczne bedą obciążone dodatkowymi kosztami, takimi jak badania, testy, wykupienie dodatkowego ubezpieczenia. To spowoduje, że nie każdego będzie stać na taki wyjazd. Z kolei utrata pracy, zmniejszenie ilości miejsc pracy, ograniczone dochody i mniejsze obroty firm mogą spowodować zubożenie społeczeństwa na tyle, że nawet krajowe podróże nie będą dostępne na wyciągnięcie ręki. Czy zatem podróże będą tylko dla wybranych? A może będzie tak, że będziemy bardziej świadomie wybierali miejsce podróży, moment wyjazdu, będziemy odkładać pieniądze, aby w ogóle móc wyjechać? Może będziemy wtedy bardziej doceniać każdą chwilę, szanować miejsce, w które przyjechaliśmy? Może będziemy mniej narzekać…?

Może Matce Naturze właśnie o to chodziło? Wiecie co mam na myśli? Nic nie dzieje się przypadkiem:-) Kibicuję Matce Ziemi, bo Ona bez nas sobie poradzi, ale my bez Niej niestety nie. I kibicuję nam, żebyśmy to zrozumieli…