Dużo ostatnio analiz w moim myśleniu się pojawiło, a te analizy przekładają się na sny, w których tyle się dzieje, a jest to nie do powtórzenia, nie do opowiedzenia. Rano, czy później, w ciągu dnia nie potrafię określić, czy konkretny obraz, który mam przed oczami, to wspomnienie ze snu, czy z jawy? Serio… A w tych snach pojawiają się różne osoby z przeszłości, a sytuacje są często dziwaczne, ale nie są to męczące sny, nie budzę się zmęczona, tyle tylko, że właśnie mam takie poczucie, że nie wiem, czy to był sen, czy gdzieś byłam i to się wydarzyło naprawdę…

Zastanawiało mnie to  i nawet chciałam porozmawiać z moją wspaniałą czarodziejką Agatą, do której chodzę na masaże i sesje energetyczne, a tu Agata ostatnio sama zapytała mnie, czy mam jakieś sny…No i powiedziała, że tak może być, że to dobrze i że to znaczy, że następuje oczyszczenie…

Dzieją nie niesamowite procesy, obserwuję to, przyglądam się i tak mnie cieszy to, że nie jestem niecierpliwa, niespokojna, zalękniona, po prostu dzieje się, a ja to akceptuję. Kiedyś nie mogłam utrzymać emocji, natychmiast musiałam mieć odpowiedź, rozwiązanie i mieć plan co z tym zrobię i oczywiście od razu działać. A teraz nie…

Co to za ulga, to jest takie poczucie, jakby ktoś zdjął ze mnie kajdany, jakieś ciężkie łańcuchy , taką czuję lekkość bycia, życia, myślenia, no i oczywiście czuję się zdrowa:-)!!! 

Wszystkie procesy są ze sobą ściśle powiązane, jeden wpływa na drugi, uzupełniają się i wywołują kolejne procesy. Taka akceptacja właśnie…akceptując to co się wydarza, przyjmując jako informację dla mnie, z którą mogę zrobić to co chcę, mogę reagować lękiem, działaniem, a mogę spokojnie nie temu przyjrzeć. I taka akceptacja przekłada się na akceptację siebie, swojego życia, decyzji, wyborów. Przyglądając się ludziom z większą uważnością można wiele zobaczyć, a jeśli nie zobaczę to nie oceniam, nie krytykuję, ponieważ nie wiem co się kryje za tymi zachowaniami, co się wydarzyło w życiu tej osoby, że zachowuje się tak, a nie inaczej. 

Zdałam sobie sprawę ostatnio, że bardzo długo byłam uległa, ponieważ brakowało mi akceptacji siebie, nie byłam pewna swojego zdania, swojej opinii, nie byłam pewna, czy dobrze myślę, czy intuicja dobrze mi podpowiada, a i teraz też tak bywa. Może teraz bardziej zastanawia mnie, czy ego nie chce przejąć kontroli:-) a to zupełnie inna sprawa:-) Ale właśnie, bałam się powiedzieć swoje zdanie, nie byłam pewna, czy jest ono wystarczające, czy w ogóle ma sens, w końcu inni są bardziej doświadczeni, mają wyższą pozycję i pewnie wiedzą lepiej ode mnie. To programy z przeszłości, tak mam wdrukowane, wychowałam się w poczuciu gorszości, w prostej, ubogiej rodzinie. Bardzo, bardzo długo tkwiło we mnie poczucie bycia gorszą, mniej wiedzącą, nie znającą się i mimo, że czułam w środku, że mam rację, to się nie odzywałam. A teraz nie boję się odzywać i robię to wtedy, kiedy chcę. A czasami zostawiam sobie moje odczucia i nie dzielę się nimi, ale mam taką pewność, że czuję dobrze, tyle, że świadomie nie mówię tego głośno. 

 Cieszy mnie ten stan, choć do pełnego szczęścia, pełniej akceptacji pewnie trochę brakuje, ale jestem na dobrej drodze:-) To jest dla mnie najważniejsze:-)