Mam dzisiaj totalny spadek formy. Wydarzyło się tyle przykrych rzeczy, że nawet nie mam ochoty o nich pisać. Po bardzo przykrej rozmowie związanej z pracą musiałam wyjść z domu na spacer i pozbyć się okropnej energii, którą zostałam obdarzona. Czułam tak ogromną niesprawiedliwość, takie tsunami niesłusznej oceny, że cały mój organizm, każda najmniejsza komórka krzyczała, że nie zgadza się na to co słyszy. Po spacerze uspokoiłam się, zaczęłam oddychać, porozmawiałam z przyjazną osobą. Powoli zaczyna być lepiej…

Ale to nie był koniec ciosów, jeszcze teraz, na sam koniec dnia kolejny…

Na szczęście, na moje ogromne szczęście mam swoje sposoby, żeby nie zostać w tym dołku. I dlatego jestem taka wdzięczna za wszystko co mnie spotkało. Dzięki temu znalazłam te sposoby i dzisiaj, mimo, że nie jestem ze skały, spotykają mnie różne sytuacje, niektóre tak trudne dla mnie jak te dzisiaj, to w miarę szybko wchodzę z powrotem na mój poziom wibracji.

Za chwilę wskakuję na matę i to będzie ten czas, kiedy wszystko się ułoży. Pójdę spać spokojna. Obudzę się spokojna. Już pisząc to uśmiecham się do siebie:-) Czuję nawet satysfakcję i pewnego rodzaju siłę, taką moc nad osobami, które sprawiają mi celowo przykrość. Współczuję tym osobom i wysyłam im dobrą energię. Dzisiaj wysyłam ją w kierunku osoby, która jest jak niepowstrzymana siła żywiołów, niszczy, niszczy, niszczy … Przyszło do mnie jeszcze jedno przemyślenie. Reakcja mojego ciała, moich komórek. To niesamowite, że doszłam do takiego momentu, że słysząc przykre rzeczy nie biorę ich do swojej głowy, nie zaczynam myśleć o sobie źle, nie wchodzę w ten tryb myślenia, nie obwiniam siebie, nie przepraszam, nie zaczynam się zmieniać tak jak ktoś chce. Nie wiem jak opisać słowami to co czuję. Czuję taką jedność siebie. Czuję, że jestem poddana manipulacji, aby ktoś osiągnął swój cel. Zdaję sobie z tego sprawę, wiem, że nie chodzi tu o mnie, tylko o ego tej osoby. Czuję, że jestem w zgodzie ze sobą i że to jest komuś nie na rękę. I mimo, że jest mi w pewnym sensie przykro to cieszę się w środku, cała w środku się uśmiecham:-) Wiem, że nie zrobiłam nic złego. I teraz dociera do mnie, jak bardzo naszemu otoczeniu może nie odpowiadać nasza zmiana, która jednocześnie jest tak dobra dla nas!!!

Wdech i wydech, wdech i wydech…

Rano miałam wspaniałą rozmowę z terapeutką, Sylwią, z którą zaplanowałyśmy cykl podcastów. Tak się cieszę na te podcasty:-) Będzie dużo o akceptacji, o poczuciu wpływu na własne życie, o poczuciu własnej wartości, wyznaczaniu granic i o wielu innych kwestiach. I także o tym, jak wstać, gdy spadniemy z kładki. Czyli o życiu, o życiu w zgodzie ze sobą:-)