Bardzo ciężki czas w pracy. Jakieś pasmo przygnębiających rozmów i wydarzeń. I nawet mnie , opanowaną i spokojną tak to przygniata, że z trudem siadam do własnego dziennika. Ciężko jest mi przestać myśleć o sytuacjach w pracy, na które czuję, że wewnętrznie się nie zgadzam, że nie są moje. Kiedyś było tak, że kompletnie nie radziłam sobie z tym co się dzieje. Wszystko brałam do siebie, mimo, że czułam niesprawiedliwą ocenę, to nie potrafiłam się temu przeciwstawić. Starałam się dostosować, obwiniałam siebie, za wszelką cenę dążyłam do zmiany siebie na taką, jaką chcą mnie widzieć. Nie tylko w pracy, również w życiu. Całe moje małżeństwo – drugie – oparte było na dostosowywaniu się do oczekiwań męża i obwinianiu siebie, że nie potrafię ich spełnić. Na przykład, że nie wstaję wcześnie rano, aby przygotować mężowi w pudełkach jedzenie do pracy. Takie jak on lubi, czyli stek z wołowiny (bleeee ), albo coś w tym stylu. A ja tego nie robiłam, to znaczy robiłam nawet, ale te steki były niedobre. Ile to lat potrzebowałam, aby  zrozumieć, że mam prawo nie wstawać robić steków i mam prawo nie potrafić gotować i mam prawo nie umieć robić steków!!!

Jak ja się cieszę, że to do mnie przyszło!!!!! Okazuje się, że umiem gotować i nawet lubię, a nie lubiłam. Po prostu nie potrafiłam, ale to kompletnie nie potrafiłam przyrządzać mięsa. Pod żadną postacią. W zasadzie z gotowania to najlepiej robiłam herbatę z cytryną. No i teraz już wiem, dlaczego tak było. Miałam nie jeść mięsa, to w ogóle nie jest moja energia. Zaraz, zaraz…pisze do mnie Basia, że dzisiaj 22 miliony do wygrania w Lotto. Napisałam liczby: 15, 21, 30, 18, 7, 5. Takie mi po prostu wyskoczyły z głowy. Basia leci do Żabki. Wygram!

A wracając do mięsa. To jest tak, że nie myślałam kiedyś proekologicznie ani ideologicznie, żeby nie jeść mięsa ze względu na agresywną gospodarkę przemysłu mięsnego, ani też ze względu na zabijanie zwierząt. A jednak dostawałam sygnały, że mięso nie jest dla mnie. Dopiero dwa lata temu odstawiłam produkty odzwierzęce i choć powodem były kwestie zdrowotne, to teraz patrzę na to tak, że musiało zdrowie podupaść, żebym w końcu przejrzała na oczy! Nie dość, że czuję się bardzo dobrze, to na dodatek okazuje się, że potrafię gotować i nie sprawia mi to żadnych trudności. Uwielbiam roślinną kuchnię, jest tak prosta i łatwa, przepyszna, zdrowa, pachnąca! Wystarczy jeden składnik i mam obiad, jak mam dwa to już rewelacja! Przyprawy stosuję, ponieważ mają właściwości prozdrowotne, taki kumin, czosnek, goździki…mniam:-) Mięso bez przypraw nie smakuje niczym…No i najważniejsze, teraz, od tych dwóch lat jest to dla mnie kluczowe: zwierzęta to istoty żyjące i czujące, jestem przeciwna ich hodowaniu na mięso, zabijaniu i jedzeniu. I druga sprawa: jestem przeciwna przemysłowej hodowli zwierząt ze względu na emisję gazów cieplarnianych.

I tak od pracy do nie jedzenia mięsa przez pozwolenie sobie bycia sobą.

Właśnie. Pozwalam sobie być sobą, stawiam granice, czuję je i nie zgadzam się na ich przekraczanie. Ostatnio mocno czuję, że moje granice delikatnie są naruszane. Zaznaczam je, komunikuję  i jestem ciekawa do czego finalnie dojdzie. Generalnie myślę intensywnie o tym, gdzie chciałabym być… Czy zawodowo to miejsce, w którym jestem jest dla mnie? Czy przypadkiem ta formuła już się nie wyczerpała? To są pytania, na które będę szukała odpowiedzi w najbliższych miesiącach.