Większość osób z kręgu zawodowego patrzy na mnie jak na kosmitkę. Z kilku powodów: nie boję się Covidu, nie sieję paniki, spokojnie przyglądam nie temu co się dzieje, nie pcham się na żadne szczepienia, biorę kurkumę, jem imbir i w sumie cieszę się z tego co się dzieje. Kiedyś gdy żyłam życiem egoistki pochłoniętej samą sobą, nie patrzącą na uczucia innych – nie wspominając o szacunku dla Planety, na której żyjemy – byłabym w ogromnym lęku. A teraz? Teraz jestem pełna wewnętrznego spokoju, wdzięczności i uśmiechu. 

Cieszę się, że mogą pracować w domu, ale też mogę w dowolnym momencie iść do biura. Okazało się, że wiele spraw służbowych można załatwić online, a wcześniej było przekonanie, że się nie da. Wreszcie mogę realizować projekty zawodowe o których od dawna marzyłam i próbowałam przekonać do nich przełożoną – bezskutecznie ( era Ryb vs era Wodnika ). Cieszę się z tego, że w sposób ograniczony latają samoloty, ludzie zaprzestali barbarzyńskiego zadeptywania Ziemi we wszystkich jej najodleglejszych zakątkach. Obserwuję wysyp produktów żywieniowych, które są pochodzenia organicznego, nawet w zwykłym sklepie osiedlowym, ale i w wielkich hipermarketach. W sklepach eko kolejki ( no prawie, ale zdecydowanie więcej osób niż jeszcze rok temu ). Na półkach drogeryjnych coraz więcej ekokosmetyków ( ten temat będę drenować, oj będę ). Na IG i FB pojawiają się reklamy małych, polskich firm produkujących zdrowe produkty. 

Co tam jeszcze…Nie ma prawie korków, jeździ mniej samochodów, więc zmniejszyło się zużycie paliwa i emisja gazów cieplarnianych. Większość ludzi tzw.biurowych pracuje z domu, zatem biura świecą pustkami, zmniejszyło się zużycie prądu ( np.na klimatyzację, oświetlenie itd. ). Mam wielką nadzieję, że zaowocuje to mniejszym zapotrzebowaniem na powierzchnie biurowe i zamiast kolejnych betonowo-szklanych budynków pojawią się chociaż skwerki, a może i parki? To by było coś!!!! Z przerażeniem patrzę, jak moja mała uliczka, na której 10 lat temu nawet nie było asfaltu, teraz jest z trudem przejezdna. Powstało kilka osiedli i budują się kolejne, łącznie ze żłobkiem, przez co gmina zmniejszyła wybieg dla piesków. Podusimy się, jeśli coś się nie zmieni, jeśli każdy nie dołoży małego puzzla do układanki pt. Zdrowa Ziemia. Tu nie chodzi o wielkie kroki, żeby teraz, już zmienić wszystko, ale żeby powoli wdrażać kolejne kroczki.

Przed Covidem większość podróży służbowych odbywałam transportem publicznym, pociągiem, samolotem. I proszę, okazuje się, że mogę połączyć się przez internet z osobą, do której wcześniej jechałam pociągiem! A pociąg i tak był bardziej eko niż samochód. W końcu gdy jechałam sama samochodem np.do Katowic, a w tym czasie pociąg jechał dokładnie w to samo miejsce, to jaki był sens jechać tym autem? Auto zostawiałam na parkingu firmowym, szłam na pieszo na dworzec Warszawa Zachodnia i myk na peron. Tego samego dnia wracałam i kurcgalopkiem zasuwałam z dworca na parking. Wielokrotnie dusiłam się od spalin, zakrywałam nos i usta szalikiem, taki był smog. Maska w zasadzie była nam potrzebna już dawna i w sumie kwestią czasu było, kiedy zaczniemy je nosić i to wcale nie z powodu Covidu…

Maski pewnie z nami zostaną na dłużej…ciekawa jestem…

W ogóle ludzie są jakby inni, milsi…nie wiem, może tylko ja to widzę? Zainteresowanie jogą, medytacją i morsowaniem rośnie w tempie potęgowym! A kiedyś? Fitness, więcej, szybciej, mocniej…

Teraz jest spokój, jest inaczej, dla mnie bardziej normalnie. Hmmm, a co jest normalnością? To co było, to co jest, czy jeszcze coś innego? Nie ma chyba takiej definicji. Teraz jest tak, teraz wyciągam wnioski, teraz patrzę, teraz jest dobrze. Każda sytuacja jest po coś, Covid też. Zatrzymaj się świecie, zatrzymajcie się ludzie – takie krzyki zdają się dobiegać ze wszech stron.

I jakkolwiek jest mi bardzo, bardzo przykro z powodu każdej, każdej, każdej osoby, która ucierpiała, cierpi z powodu zaistniałej sytuacji i zmiany, to cieszę się, że ona się dzieje. Jestem przekonana, że za lat…ileś tam będziemy wdzięczni za Covid. Jestem przekonana, że wypracujemy zupełnie nowe sposoby na życie i pracę, a także na podróżowanie. Czytałam, że z powodu automatyzacji wielu procesów wprowadza się dwu lub trzy dniowy tydzień pracy, po to, aby większa liczba osób miała pracę. Może będziemy wyburzać galerie handlowe i w ich miejsce sadzić drzewa? Zmniejszy się bezsensowna konsumpcja, będziemy potrzebowali mniej rzeczy, mniej sprzętów, zatem mniej miejsca do ich przechowywania. To i mieszkania może mniejsze? Więcej czasu będziemy spędzać na zewnątrz? Takie mam marzenia, a co! 

Czuję, że dzieje się wielka transformacja, czuję i wiem, w końcu to Era Wodnika, zatem to wszystko i tak musiało się wydarzyć. Jestem wdzięczna, że moja podróż do równowagi zaczęła się już na początku 2019 roku i dzięki temu jest teraz we mnie zrozumienie dla tych ogromnych zmian, spokój, nawet nie potrafię znaleźć odpowiedniego słowa na ten stan. Wiem jedno, gdybym nie zachorowała wtedy i dalej tak sobie pędziła przez życie, to dzisiaj byłabym prawdopodobnie w czarnej dziurze…

Dziękuję sobie za wszystko co dla siebie zrobiłam 🙂